wtorek, 16 lipca 2019 r.  Imieniny: Eustachego, Mariki, Mirelli
OT Dlaczego Kościół chce kontrolować seksualność?

Dodano: 11.02.2019 4:40 | 17 odsłon | 0 komentarzy

W Gazecie, a dokładniej w Wysokich Obcasach
ciekawy wywiad z Slavojem Zizkiem - modnym lewackim profesorem.
Przyjechałam porozmawiać o tym, czym jest miłość. Mam nadzieję, że pana nie rozczaruję, ale nie interesuje mnie agape – ta najwyższa ponoć jej forma, miłość bliźniego – lecz eros.
Tym lepiej, wcale nie jestem fanem agape, którą brytyjski marksista Terry Eagleton zwie miłością polityczną – miłością do ludzkości. A już zwłaszcza nie jestem tym typem lewicowca, którego kusi utopijna wizja przyszłości, w której eros i agape się spotkają i seks będzie publiczny. Nie, dziękuję. Moim ideałem miłości był zawsze dyskretny romans Lenina i Inessy Armand, miłość skrywana, z którą się nie obnosili. Ale gdy otworzono archiwa, na zdjęciach z pogrzebu Inessy widać rozpacz Lenina.
Proszę pytać.
Gdy byliśmy dziećmi, ryliśmy cyrklem na blacie ławki swoje inicjały. Dodane do siebie równały się WNM. To oznaczało, że łączy nas wielka, nieskończona miłość. Zna to pan?
Znam, ale ja byłem bardzo nieśmiałym chłopcem, więc wstydziłem się to robić. Jednak w jakimś sensie nadal wierzę w wielką, nieskończoną miłość. Niektórzy nawet zarzucają mi, że jestem zbyt romantyczny. Może i jestem, mówię: pieprzcie się.
Dziś wygrywa wolność seksualna. W kontrze jest Kościół, który twierdzi, że seks służy prokreacji, można się nim cieszyć, ale tylko w małżeństwie, tylko gdy towarzyszy mu miłość. Osobiście nie jestem tak surowy jak Kościół katolicki i nie posunąłbym się do tego, żeby nakazywać ludziom, by przedstawiali certyfikaty, że się kochają, aby mogli uprawiać seks, ale nadal dość naiwnie wierzę, że miłość zmienia w sposób znaczący doświadczenie seksualne.
Oczywiście, kimże ja jestem, by oceniać ludzi? Wszystko mi jedno, czy wybierają przygody na jedną noc, szybkie romanse, mnie jednak nikt nie przekona, że to nie jest cud, gdy zdarza się miłość – i tak, mówię o staromodnej, fanatycznej, śmiertelnej miłości. Pod tym względem jestem prawie katolikiem czy raczej chrześcijaninem. Cud miłości! Niezbyt powszechny, ale jak udowadnia nam Kościół katolicki, wysyłając specjalne komisje w miejsca cudów – cuda się zdarzają.
Jeśli zaś chodzi o czas, to oczywiście nigdy nie ma gwarancji, jak długo miłość będzie trwała, ale jeśli jest prawdziwa, to powinna mieć perspektywę nieskończoności. Kochając prawdziwie, nie można się zdystansować i powiedzieć: „Teraz cię kocham, ale bądźmy racjonalni, na świecie jest tyle interesujących osób...”.
Pani chce wiedzieć, czym jest miłość. Widziała pani film „Cztery wesela i pogrzeb”?
Tak.
Trochę głupi, zbyt melodramatyczny. Ale lubię tę scenę, w której Hugh Grant wyznaje miłość Andy McDowell i strasznie się gubi, nie jest w stanie wydukać, o co mu chodzi. Moim zdaniem miłość może wyrażać się jedynie przez tego typu porażkę. Wpadłbym w paranoję, gdybym otrzymał idealny list miłosny. Jeśli jest miłość, to muszą być błędy, niepewność, niedowierzanie.dy dama mówi „tak” i nagle trzymasz ją w ramionach, całujesz, dotykasz jej ciała, jeśli kochasz ją, to nie myślisz: o rany, zaraz to zrobimy! Doświadczasz niedowierzania: mój Boże, czy to się dzieje? Seks staje się doświadczeniem świętości, przeżyciem w jakimś sensie religijnym. Jestem ateistą, więc mnie samemu niezbyt podoba się to porównanie, ale jest najbliższe. Kościół moim zdaniem dlatego chce kontrolować seksualność, że doskonale wie, iż pasja seksualna może mieć strukturę pasji metafizycznej. I że jest ona dla niej konkurencyjna. Wiedzieli o tym wielcy mistycy, którzy praktykowali religijną ekstazę, jak Simone Weil.
Święty Augustyn zadaje w swoim dziele „O małżeństwie i dziewictwie” pytanie, czy był seks w raju. Tak, był – odpowiada, ale nie był aktem erotycznym. Adam miał kontrolę nad swoim penisem, potrafił go podnieść jak rękę. Ach, mówię wam, czytajcie świętych, piszą bardzo ciekawe rzeczy! Grzechem pierworodnym była jego arogancja i spotkała go za nią kara boska, stracił panowanie nad penisem. Seksualności nie da się kontrolować.
Jordan Peterson i inni w prawicowych kręgach głoszą, że wielkim problemem naszego społeczeństwa jest rozwiązłość seksualna i to, że piękne kobiety przyciągają uwagę wszystkich mężczyzn, którzy o nie walczą, ale nie mogą ich mieć. Umiarkowani prawicowcy nalegają więc, by jako model moralny, etyczny, a może nawet i prawny narzucić społeczeństwu monogamię.
Ale są też bardziej radykalne propozycje – zupełne szaleństwo – by jakaś społeczna agencja zapewniała kobietę każdemu mężczyźnie. Nawet tym brzydkim i nieatrakcyjnym, którzy mają ze znalezieniem partnerki największy problem (przez co rodzi się mniej dzieci). Twierdzą, że to prawo człowieka.
Mój wniosek jest inny – musimy pogodzić się z tym, że prawa człowieka i seksualność są nie do pogodzenia. Miłość nie troszczy się o prawa człowieka. Powiedzmy, że kocham kobietę do szaleństwa, jestem gotowy dla niej umrzeć, ale ona mówi mi, żebym spieprzał, podoba jej się inny facet. Niesprawiedliwe? Tak, owszem, i co z tego?
Miłość jest wolna i dlatego jest fascynująca. Nie można komuś kazać się zakochać. Nie można samemu postanowić: teraz się zakocham. To uczucie przychodzi znienacka i potrafi być trudne. Możemy próbować je tłumić, odrzucać, wypierać – to bardzo bolesne. W miłości nie ma wolnego wyboru, takiego jak gdy idziemy do cukierni i wybieramy, czy zjemy ciastko truskawkowe, czy czekoladowe. Miłości, ponieważ jest wolna, doświadczamy jako konieczności, przymusu.
Pan mówi wręcz, że miłość to katastrofa.
Oczywiście. Wiodę sobie spokojne życie, spotykam się ze znajomymi, idziemy na piwo, życie jest lekkie, od czasu do czasu mam romans, jakąś przygodę erotyczną. Jest przyjemnie. I nagle zakochuję się namiętnie. Zaniedbuję pracę, znajomych, mój spokój umysłu jest zrujnowany.
Zakochać się to nie jest żadne szczęście czy przyjemność. Czy w języku polskim macie ten sam zwrot co Anglicy „to fall in love” – „upadać w miłość”?
Nie.
Szkoda, to bardzo piękny i trafny obraz. Podobnego zwrotu używają Francuzi. Mój drogi przyjaciel Alain Badiou we wspaniałej książce „Éloge de l’amour” (Pochwała miłości) pisze, że dziś, przy wzroście pragmatycznego, hedonistycznego podejścia do życia wcale nie chcemy już „upadać w miłość”. Chcemy mieć kontrolę nad życiem, chcemy miłości, ale bez upadku. A to właśnie ten upadek, śmiem twierdzić, czyni miłość miłością.
Dziś ludzie mówią: mam różne potrzeby, jednego partnera do namiętnego seksu, innego do czułej relacji, kolejnego, żeby pogadać. Fajnie, ale takie relacje dla mnie mają strukturę czysto narcystycznej przyjemności. Seks dziś ma często strukturę masturbacyjną, nawet jeśli jest z nami realny partner. Na marginesie – zupełnie nie ufam tak modnej dziś poliamorii. Nie wierzę, że można kochać prawdziwie wiele osób.
Nie wiem, jak w Polsce, ale w krajach zachodnich, w społeczeństwach konsumpcyjnych, miłość coraz częściej postrzegana jest jako zagrożenie, patologia. Często żartuję, że kiedyś, gdy szedłeś do psychoanalityka, jeśli byłeś rozwiązły, uważał on, że to patologia – może mechanizm ucieczkowy? Dziś sytuacja jest odwrotna. Jeśli jesteś wierny żonie, terapeuta może uznać, że to podejrzane – może to przeniesienie?
Zabawne.
Moja mądra koleżanka filozofka Judith Butler twierdzi, że żyjemy w czasie płynnych tożsamości, że musimy eksperymentować, zmieniać je, rekonstruować siebie, że wszystko ma być płynne, przywiązanie nie ma sensu. Ale dla mnie...
W miłości znajduję pewną dwuznaczność, jak w greckim słowie „stasis”. Oznacza ono stałość, zanik ruchu. Ale również oznacza rebelię, postawienie się – powstaję w geście sprzeciwu.
Przeciw czemu?
Jestem gotów posunąć się tak daleko, by powiedzieć, że przeciw dzisiejszej ideologii spontaniczności.
Mam problem ze wszystkimi, którzy głoszą, że potrzeba nam większej wolności seksualnej.
--
YCDSOYA

Więcej w serwisie forum.gazeta.pl »

Tagi: Aro, Olej



Kod z obrazka
KomentarzeKomentarze:
reklama

Copyright © 2008 - 2019 web-auto.pl  - wszelkie prawa zastrzeżone